To już nie jest tylko historia o niebezpiecznej drodze.
To historia o władzy, która składa obietnice, a potem się z nich wycofuje.
O mieszkańcach, których ostrzeżenia są ignorowane.
I o pytaniu, które coraz częściej pada półgłosem – czy ktoś stoi za tymi decyzjami?
W centrum sprawy pozostaje Starostwo Powiatowe w Piasecznie – instytucja, która miała chronić ludzi, a dziś jest oskarżana o coś znacznie poważniejszego niż zaniedbanie.
Obietnice złożone. I złamane.
Wrzesień 2025 roku.
Spotkanie z mieszkańcami, przedstawicielami Alarm dla Klimatu oraz mediami.
Wicestarosta Marta Sulimowicz mówi jasno:
będą spowalniacze. gwarantuję.
Rozmowie przysłuchiwał się prawnik. Umowa ustna przecież, jest równie ważna co umowa pisemna.
Nie „rozważymy”.
Nie „sprawdzimy”.
Gwarantuję.
Mieszkańcy, ekolodzy wychodzą ze spotkania z poczuciem, że w końcu ktoś ich usłyszał.
I co dalej?
Kilka tygodni później – cisza.
A potem coś jeszcze gorszego:

starostwo wycofuje się rakiem z ustaleń.
Bez wyjaśnień.
Bez komunikacji.
Bez odpowiedzialności.
Droga jak tor wyścigowy. Ludzie jak przeszkody
Gościniec Warecki dziś to nie droga lokalna.
To nieformalna arteria szybkiego ruchu, na której:
- samochody osiągają ponad 100 km/h
- nie ma progów zwalniających
- nie ma realnej kontroli prędkości
- nie ma infrastruktury chroniącej pieszych
A piesi są.
I to najbardziej bezbronni:
- dzieci z Hufiec ZHP Piaseczno, idące do bazy na Nowinkach
- mieszkańcy osiedla Chata Za Miastem
- osoby starsze
- spacerowicze
- pracownicy leśnictwa
- zwierzęta domowe, leśne
To nie jest „potencjalne zagrożenie”.
To jest odliczanie do tragedii.
„To są układy”. Mieszkańcy mówią coraz głośniej
Wśród mieszkańców narasta gniew.
I podejrzenia.
Jeden z mieszkańców Wojciechowic, od lat pracujący w branży budowlanej, nie owija w bawełnę:
„To jest skandal. Starostwo jest dogadane z deweloperem. Tu nikt nie dba o mieszkańców, o głosy, o protesty. To są układy i układziki, które znam od lat.”
I dodaje jeszcze ostrzej:
„To są układy. Poprzedni starosta był dogadany, przyjacielsko z gościem od dróg. A obecne starostwo ciągnie to dalej. To jest jakiś koszmar. Liczy się kasa.”
Te słowa nie padają w próżni.
Bo na końcu tej samej drogi powstało duże osiedle deweloperskie.
I to właśnie od momentu jego rozwoju ruch na Gościńcu Wareckim gwałtownie przyspieszył.
Przypadek?
Czy raczej priorytet nadany przepustowości zamiast bezpieczeństwa ludzi?
Kto naprawdę decyduje?
To pytanie dziś wraca jak echo:
dlaczego starostwo wycofało się z obietnic?
- Czy zmieniły się warunki techniczne?
- Czy pojawiły się nowe analizy?
- Czy ktoś „z zewnątrz” wpłynął na decyzję?
A może odpowiedź jest prostsza i bardziej niepokojąca:
interesy ważniejsze niż życie mieszkańców.
Systemowa obojętność czy świadoma decyzja?
To, co dzieje się na Gościńcu Wareckim, nie wygląda już jak chaos czy niedopatrzenie.
To wygląda jak:
- brak reakcji mimo wiedzy
- ignorowanie protestów
- łamanie publicznych deklaracji
- konsekwentne unikanie działań poprawiających bezpieczeństwo
To nie jest przypadek.
To jest model działania.
Kiedy padnie pierwsza ofiara?
To najtrudniejsze pytanie.
Bo dziś mieszkańcy nie pytają już, czy coś się wydarzy.
Pytają:
kiedy?
I kto wtedy powie:
- „nie wiedzieliśmy”?
- „nie dało się przewidzieć”?
- „to był wypadek”?
Nie.
To nie będzie wypadek.
To będzie efekt decyzji albo ich braku.
Odpowiedzialność już istnieje
Dokumenty są.
Nagrania ze spotkań są.
Świadkowie są.
Obietnice — publiczne.
I droga, na której każdego dnia ktoś może zginąć.
Dlatego dziś sprawa Gościńca Wareckiego przestaje być lokalnym konfliktem.
Staje się testem państwa:
czy w Polsce życie mieszkańców ma realną wartość,
czy tylko do momentu, gdy nie koliduje z interesem już niedługo w programie interwencyjnym!

