Europejski handel internetowy wchodzi w kolejny etap transformacji. Po latach dynamicznego wzrostu platform oferujących niezwykle tanie produkty wysyłane bezpośrednio spoza Unii Europejskiej regulatorzy coraz mocniej koncentrują się na bezpieczeństwie produktów, odpowiedzialności platform i zasadach importu.
Dla europejskich i polskich sprzedawców może to oznaczać jedną z największych zmian konkurencyjnych ostatnich lat.
Od 1 lipca 2026 roku zmieniły się zasady dotyczące przesyłek e-commerce o niskiej wartości sprowadzanych spoza Unii. Wprowadzone rozwiązania mają ograniczać przewagę wynikającą z dotychczasowego modelu masowego importu bardzo tanich przesyłek.
To ważny sygnał dla całego rynku.
Cena przestaje być jedynym polem walki
Europejski sprzedawca od lat konkuruje nie tylko z innym sklepem działającym w Polsce czy Niemczech. Konkuruje również z globalną platformą, która może oferować produkty za kilka euro i wysyłać je bezpośrednio z Azji.
Dla lokalnych przedsiębiorców taka konkurencja była szczególnie trudna. Europejska firma ponosi koszty magazynu, pracowników, podatków, logistyki, zwrotów oraz dostosowania produktów do wymogów regulacyjnych.
Jeżeli nowe regulacje będą skutecznie egzekwowane, różnica kosztowa pomiędzy europejskim a pozaeuropejskim sprzedawcą może się zmniejszać.
Nie oznacza to końca chińskiego e-commerce. Oznacza jednak, że jego model może ewoluować.
Magazyny bliżej konsumenta
Jedną z możliwych konsekwencji jest dalszy rozwój lokalnych centrów logistycznych globalnych platform.
Zamiast wysyłać miliony pojedynczych przesyłek bezpośrednio do konsumentów, część firm może zwiększać zapasy magazynowe już na terenie Unii Europejskiej.
Dla Polski może być to interesująca wiadomość. Nasze położenie geograficzne, rozwinięty sektor logistyczny i dostęp do rynków Europy Środkowej sprawiają, że kraj może nadal odgrywać istotną rolę jako zaplecze magazynowe dla e-commerce.
Zmiana modelu importowego może więc paradoksalnie stworzyć nowe możliwości dla operatorów logistycznych, deweloperów magazynowych oraz właścicieli gruntów inwestycyjnych.
Europejskie marki dostają szansę, ale muszą ją wykorzystać
Regulacje same w sobie nie sprawią, że konsumenci nagle przestaną szukać niskich cen.
Europejskie firmy muszą zaoferować coś więcej: szybką dostawę, wiarygodność, łatwe zwroty, wysoką jakość obsługi, bezpieczeństwo produktu i silną markę.
To właśnie tutaj może rozegrać się nowa walka o klienta.
Jeżeli różnica cenowa pomiędzy produktem lokalnym a importowanym zacznie się zmniejszać, większego znaczenia nabiorą inne elementy decyzji zakupowej.
Konsument może zapłacić więcej, jeżeli produkt otrzyma jutro zamiast za dwa tygodnie. Może wybrać lokalną markę, jeśli będzie miał pewność jakości i prostego zwrotu.
E-commerce wchodzi w epokę regulacji
Przez pierwsze dwie dekady handel internetowy rozwijał się szybciej niż regulacje. Teraz sytuacja się zmienia.
Unia Europejska coraz intensywniej buduje system odpowiedzialności za produkty sprzedawane online. W tym samym kierunku zmierzają rozwiązania dotyczące cyfrowych paszportów produktów, identyfikowalności towarów oraz obowiązków platform.
Dla przedsiębiorców oznacza to jedno: compliance staje się częścią strategii biznesowej.
Firmy, które potraktują nowe regulacje wyłącznie jako koszt, mogą mieć problem. Te, które wykorzystają je jako argument budujący zaufanie konsumentów, mogą zdobyć przewagę.
Europejski e-commerce nie przestanie konkurować ceną. Coraz częściej będzie jednak konkurował również bezpieczeństwem, transparentnością i odpowiedzialnością.
A to może być największa zmiana na rynku od wielu lat.

