Jeszcze kilkanaście lat temu zdobycie informacji o człowieku wymagało czasu, kontaktów i cierpliwości. Trzeba było przeglądać archiwa, dzwonić, spotykać się z ludźmi. Dziś wystarczy laptop, dostęp do internetu i kilka godzin wolnego czasu. Czasem nawet mniej.
To właśnie dlatego OSINT, czyli Open Source Intelligence, przeżywa obecnie swój złoty okres.
Brzmi tajemniczo, ale w rzeczywistości chodzi o analizę informacji dostępnych publicznie. Nie o włamywanie się do systemów, nie o podsłuchiwanie rozmów i nie o hakowanie kont. Wręcz przeciwnie. OSINT opiera się na danych, które sami pozostawiamy w sieci każdego dnia.
Zdjęcie wrzucone na Facebooka. Komentarz pod artykułem. Profil na LinkedIn. Rejestr spółek. Ogłoszenie sprzedaży samochodu. Relacja z wakacji na Instagramie.
Każdy z tych elementów osobno wydaje się nieistotny.
Razem potrafią stworzyć niezwykle dokładny obraz człowieka.
Żyjemy w epoce cyfrowych śladów
Współczesny człowiek zostawia po sobie więcej informacji niż jakiekolwiek pokolenie wcześniej. Co ciekawe, większość robi to dobrowolnie.
Publikujemy zdjęcia dzieci, pokazujemy wnętrza domów, chwalimy się nowymi samochodami, informujemy o podróżach i codziennych zwyczajach. Chcemy być widoczni. Chcemy istnieć w przestrzeni cyfrowej.
Problem pojawia się wtedy, gdy zapominamy, że internet ma doskonałą pamięć.
Zdjęcie usunięte po tygodniu mogło zostać zapisane przez wyszukiwarki. Komentarz napisany pod wpływem emocji może zostać zarchiwizowany. Numer telefonu użyty kiedyś w ogłoszeniu sprzedaży roweru może połączyć ze sobą kilka pozornie niezwiązanych profili.
Dla specjalisty OSINT takie informacje są jak puzzle.
Jedna część nie mówi wiele.
Sto części potrafi opowiedzieć całą historię.
Nie trzeba być szpiegiem
Największym paradoksem OSINT jest fakt, że większość ludzi wyobraża sobie tę dziedzinę jako świat rodem z filmów o agentach specjalnych.
Tymczasem z OSINT korzystają dziennikarze, prawnicy, analitycy finansowi, firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem, organizacje pozarządowe, a nawet rekruterzy.
Przedsiębiorca sprawdza potencjalnego partnera biznesowego.
Dziennikarz weryfikuje źródło informacji.
Prawnik analizuje majątek strony przeciwnej.
Fundacja bada powiązania osób zaangażowanych w nielegalną działalność.
W każdym z tych przypadków punktem wyjścia są informacje publiczne.
To właśnie sprawia, że OSINT jest tak fascynujący. Nie chodzi o dostęp do tajemnic. Chodzi o umiejętność dostrzeżenia zależności tam, gdzie inni widzą jedynie przypadkowy zbiór danych.
Era informacji czy era dezinformacji?
W teorii żyjemy w czasach największego dostępu do wiedzy w historii.
W praktyce coraz częściej mamy problem z odróżnieniem prawdy od fikcji.
Fałszywe profile, generowane przez sztuczną inteligencję zdjęcia, zmanipulowane nagrania i farmy trolli sprawiają, że internet przypomina czasem ogromne pole minowe.
Dlatego rola analityków OSINT rośnie z każdym rokiem.
Nie wystarczy już znaleźć informację.
Trzeba jeszcze ustalić, czy jest prawdziwa.
Weryfikacja zdjęć, sprawdzanie metadanych, analiza geolokalizacji czy porównywanie źródeł stają się dziś równie ważne jak samo wyszukiwanie danych.
Coraz częściej okazuje się, że największą wartością nie jest informacja.
Największą wartością jest zdolność odróżnienia faktu od manipulacji.
Człowiek jest najsłabszym ogniwem
Eksperci od cyberbezpieczeństwa od lat powtarzają jedno zdanie: największym zagrożeniem nie jest technologia.
Jest nim człowiek.
Można mieć najdroższe systemy zabezpieczeń, zaawansowane zapory sieciowe i najlepsze oprogramowanie. Wystarczy jednak pracownik, który wrzuci zdjęcie identyfikatora firmowego do mediów społecznościowych albo opublikuje fotografię biurka z widocznym hasłem zapisanym na karteczce.
To nie są scenariusze z podręczników.
To codzienność.
W epoce mediów społecznościowych sami staliśmy się producentami danych wywiadowczych na własny temat.
Prywatność jako luksus
Jeszcze niedawno prywatność była czymś naturalnym.
Dziś coraz częściej staje się luksusem.
Nie dlatego, że ktoś nam ją odbiera siłą. Często sami wymieniamy ją na wygodę, popularność albo chwilową uwagę odbiorców.
Publikujemy więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie coraz bardziej boimy się utraty kontroli nad własnymi danymi.
To jeden z największych paradoksów współczesności.
OSINT nie stworzył tego problemu.
OSINT jedynie pokazuje, jak ogromna ilość informacji jest dostępna dla każdego, kto potrafi ich szukać.
Przyszłość należy do analizy
Sztuczna inteligencja sprawia, że ilość danych będzie rosła wykładniczo. Każdego dnia powstają miliony zdjęć, nagrań, wpisów i dokumentów.
W tym oceanie informacji coraz mniej liczy się samo pozyskanie danych.
Coraz bardziej liczy się umiejętność ich interpretacji.
Dlatego przyszłość OSINT nie polega na znajdowaniu informacji.
Polega na rozumieniu informacji.
Bo w świecie, w którym każdy zostawia cyfrowe ślady, największą przewagę ma nie ten, kto wie najwięcej.
Największą przewagę ma ten, kto potrafi połączyć fakty w spójną historię.

